O Konfederacji Narodów Błeszneńskich (dawnym Związku Republik)

Związek Republik Błeszneńskich (ZRB) jest to nowo powstałe mocarstwo założone 6. listopada 2009 roku. 18. maja 2011 roku zmieniło swoją nazwę na Konfederację Narodów Błeszneńskich, po przyjęciu przez Mariusję ustroju monarchii. Obecnie KNB składa się z trzech wysoko rozwiniętych krain:
- Imperium Mariusji (dawn. Autonomicznej Republiki)
- Szczechosłowacji
- Sośnicowa

Sygnatariuszami byli obecni prezydenci lub królowie wyżej wymienionych krajów, którzy obecnie stanowią rdzeń polityczny KNB.
22. września 2011 KNB poszerzyło się o nowe tereny- do Imperium Mariusji przyłączono Poznań zaś do Szczechosłowacji Wrocław.
19. listopada 2015 Konfederacja zrzekła się terenów dawnej Autonomii Palmowej Kusaja, Konodybowskiego Błeszna i Republiki West Ice.
W 2019 roku w wyniku wojen, relokacji ludności oraz licznych pertraktacji zmieniono tereny wszystkich trzech krajów związkowych.

poniedziałek, 18 lutego 2013

CO MA BŁESZNO DO ABDYKACJI PAPIEŻA?

nr 113/150/02/2013

NASZ KRÓL, WASZ PAPIEŻ

Coraz częściej mówi się, że Konfederacja Narodów Błeszneńskich jest dość blisko związania z patriarchami Watykanu. Czyżby abdykacja Benedykta XVI miała jeszcze bardziej zacieśnić współpracę między dwoma monarchiami? Z nieoficjalnych informacji wynika, że współpraca to zbyt małe słowo.


Styczeń 2013 roku- król Imperium Mariusji odwiedza potajemnie Benedykta XVI, prywatna audiencja nie jest wpisana w oficjalny grafik obu panów. Za zamkniętymi drzwiami strzeżonymi przez Gwardię Szwajcarską trwa dyskusja o obecnej sytuacji Europy, nawet słowo nie pada w kwestii wspólnie organizowanych w roku 2020 igrzysk olimpijskich. W kancelarii nikt nic poza tym nie wie, nikt nie słyszał, nawet nie podsłuchał, choć watykańskie tajemnice niejednokrotnie w taki właśnie sposób wychodziły na jaw. W miesiąc później Benedykt XVI ogłasza swoje odejście.

Mariusz Szymla zapewne nie powrócił z Watykanu uboższy, niż przyjechał, w to nie wierzy nawet pracownik jego kancelarii. Mówi: "król częściej się uśmiecha, potrafi zarzucić zabawnym dowcipem, promienieje. Rzadziej ostatnio zajmuje się polityką zagraniczną, ale na mapie w jego gabinecie w Watykan wbita jest szpilka z czerwoną główką- a to znaczy, że są ważni." Dopytuję, czy ktokolwiek w kancelarii, w kuluarach cokolwiek słyszał. Nic. Jakby tematu nie było, a abdykacja sojuszniczego wręcz kraju to sprawa naturalna. Jakby się tego spodziewano.

Gdy pod koniec sierpnia 2012 roku okazało się, że Błeszno wraz z Watykanem wygrało wyścig o organizację Olimpiady 2020, w obu krajach nastąpiła euforia. Spotkania przywódców dwóch państw były na porządku dziennym, w końcu w wielu kwestiach muszą się porozumieć, a zajmuje to więcej czasu, niż pozwala na to regulamin audiencji. Mariusja ruszyła z przygotowaniami, telefony do i z Watykanu praktycznie nie milczały. Później nastąpiło załamanie, którego Mariusz Szymla nie przewidział- słaba kondycja włoskiego budżetu, zła gospodarka wewnętrzna, recesja, oraz zmniejszony ruch turystyczny stawiał organizację watykańskich części igrzysk pod dużym znakiem zapytania. "Szymla rzadziej dzwonił, Ratzinger rzadziej odbierał"- mówi Newsweekowi bliski współpracownik króla Mariusji. Coś pękło.

Udało się dotrzeć do fragmentarycznych informacji i nieoficjalnych dokumentów, z których wynika, że Joseph Ratzinger nie pozostawi swojego sojusznika bez wsparcia. Mariusz Szymla ma bowiem zostać wicepapieżem, niezależnie od wyniku konklawe. Wszystkie te informacje pochodzą od zaufanych źródeł, nie można ich ani wykluczyć, ani oficjalnie potwierdzić, a na domiar złego, nie zostały one skompletowane tylko od jednego informatora, a wielu. Król Mariusz I Zajebisty stałby się wówczas bezpośrednim zastępcą nowo wybranego papieża, tworząc tym samym unię personalną z Watykanem. Stolica Apostolska, podobnie jak Kancelaria Króla Imperium Mariusji jeszcze milczy, lecz na dniach informacja zostanie przez te organy potwierdzona.

"Szymla ma zapewne swój pomysł na Watykan"- opowiada prezydent Jakub Sośnica, prywatnie jego przyjaciel. "Ale stanowisko wicepapieża to bardzo duże zobowiązanie, nawet dla tak doświadczonego przywódcy." Poradzi sobie?- pytam. W odpowiedzi otrzymuję jedynie szczery uśmiech Sośnicy, jakby mówił: i tak się najebiemy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz